W najbliższym czasie domena
www.adriana.info.pl
prawdopodobnie przestanie działać,
zapamiętaj adres:
www.nowakadriana.blog.interia.pl
Potrzebuję Twojej pomocy!!!
Dwa lata temu, zdiagnozowano na moim kręgosłupie bardzo rzadki, złośliwy nowotwór, odporny na chemioterapię i radioterapię. Przeszłam cztery, bardzo skomplikowane operację w Instytucie Ortopedycznym w Bolonii we Włoszech, które były moją jedyną szansą na powrót do zdrowia. Operacje polegały na usunięciu kości krzyżowej (czyli całej podstawy kręgosłupa) i wstawienia w to miejsce implantu.
Operacje uratowały mi życie, ale od tego czasu nie poruszam się samodzielnie. Dlatego aby powrócić do jak największej sprawności, oraz zacząć znowu chodzić, moje leczenie będzie wiązało się z ogromnymi kosztami, oraz długotrwałą i kosztowną rehabilitacją.
W celu zgromadzenia środków niezbędnych do sfinansowania mojego leczenia, w Dolnośląskiej Fundacji Ochrony Rozwoju Zdrowia, utworzone zostało specjalne subkonto. Wiem, że bez Waszej pomocy, zebranie takiej kwoty, w tak krótkim czasie nie będzie możliwe, dlatego zwracam się z ogromną prośbą- i Ty możesz pomóc mi uzbierać potrzebne fundusze na leczenie!
Każda złotówka ma dla mnie znaczenie!!!
79 1240 1994 1111 0010 1861 8795
Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia
ul. Traugutta 112, 50-420 Wrocław
Bank Pekao S.A. I Oddział Wrocław
proszę dodać dopisek: darowizna na cele ochrony zdrowia ADRIANA
Dopisek: darowizna na cele ochrony zdrowia ADRIANA jest warunkiem koniecznym, abym mogła skorzystać z przekazanych pieniędzy! Pamiętaj, moje imię pisze się przez jedno "N"!!!
Konto do wpłat zagranicznych
Bank Pekao S.A. I Oddział Wrocław
ul. Oławska 2, 50-950 Wrocław
45 1240 1994 1111 0000 2495 6839
IBAN: PL 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839
SWIFT: PKOPPLPW
Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia
ul. Traugutta 112, 50-420 Wrocław
prosze dodać dopisek: Darowizna na cele ochrony zdrowia ADRIANA
Moja walka z nowotworem
(notka z dnia 01.09.2009)
Nazywam się Adriana Nowak i mam 26 lat. Półtora roku temu skończyłam Akademię Ekonomiczną w Katowicach i znalazłam wymarzoną pracę. Z powodu choroby od maja jestem na zwolnieniu lekarskim.
Pierwsze bóle kręgosłupa zaczęłam odczuwać rok temu, w lipcu 2008r. Na początku bóle nie były niepokojące. Po pewnym czasie wybrałam się do lekarza. Neurolog stwierdził zapalenie korzonków i przepisał tabletki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Zalecone leczenie nie przynosiło żadnej poprawy, ból nasilał się coraz bardziej. Po kolejnej konsultacji zlecono tomograf komputerowy odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Badanie nic nie wykazało, więc w styczniu dostałam skierowanie na rezonans magnetyczny. Okres oczekiwania na to badanie trwał aż cztery miesiące, a mój stan pogarszał się z każdym tygodniem. Chodzenie sprawiało mi wielką trudność, jednak cały czas starałam się normalnie funkcjonować. Lekarze uspakajali, że moje bóle spowodowane są wadą kręgosłupa, dyskopatią a nawet podejrzewali, że moje dolegliwości mają podłoże bólów urojonych.
W maju wykonano rezonans magnetyczny. Zdiagnozowano u mnie ogromny guz na kości krzyżowej. Nie potrafię opisać emocji, jakich doznałam po otrzymaniu wyników. Już wtedy wiedziałam, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo...
Od razu skierowano mnie do szpitala, gdzie wykonano operacje pobrania odcinka zmiany patologicznej. Po operacji długo dochodziłam do siebie, nie potrafiłam nawet samodzielnie wstać z łóżka.
Okres oczekiwania na wyniki był wyjątkowo trudny dla mnie i mojej rodziny. Modliłam się całym sercem, aby guz nie był nowotworem złośliwym. Rodzina bardzo mnie wspierała, jednak patrzenie na ich cierpienie było dla mnie gorsze niż sama choroba. Wyniki biopsji miały przyjść po trzech tygodniach. Czas mijał, a diagnozy nie było... Dowiedzieliśmy się, że Instytut Onkologii miał trudności z postawieniem jednoznacznej diagnozy, dlatego wysłano moje próbki do Instytutu we Włoszech. Niestety, wydłużający się okres oczekiwania na wyniki, nie był obojętny dla mojego organizmu, w tym czasie guz bardzo się rozrósł, zajął kolejne kręgi, oraz naciekł na prawe biodro, powodując coraz większy ból kręgosłupa. Wyniki przyszły dopiero w połowie sierpnia, po dwóch i pół miesiąca od wykonania biopsji! Zdiagnozowano u mnie raka kości - chrzęstniakomięsaka jasnokomórkowego (clear cell chondrosarcoma). Jest to niezwykle rzadki typ nowotworu, o bardzo nietypowym utkaniu, odporny na chemioterapie oraz radioterapie, dlatego jedyną szanse na wyzdrowienie daje mi bardzo poważna i niezwykle skomplikowana operacja usunięcia guza z dużym marginesem kości krzyżowej, która zostanie zastąpiona endoprotezą. Niestety, tego typu operacje obarczone są dużym ryzykiem powikłań. W Polsce nie są one wykonywane...
Wiadomość o chorobie była dla mnie szokiem, ale nie była wyznacznikiem jakiejś tragedii. Nie zadaje sobie pytań "dlaczego ja?", jestem zdania, że nie wolno się nad sobą rozczulać, bo to w niczym nie pomaga. Okazało się, że w obliczu ciężkiej choroby można znaleźć w sobie ogromną siłę...
|
Witajcie Kochani!
Postanowiłam założyć blog, aby na bieżąco informować Was o mojej walce z nowotworem.
Kontakt ze mną: adriananowak@interia.pl
Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
164926
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
716
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
197
|
|
|
|
|
2011-11-26
sobota
|
Każdy dzień jest wyjątkowy
Przeszłam długą drogę, aby być w miejscu, w którym jestem. I jestem z tego dumna. Moje życie powoli powraca do normalności, wyniki badań są dobre, a mój stan jest stabilny.
Choroba nauczyła mnie, że życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości. Już niczego nie odkładam na później...
Chciałam Wam Kochani serdecznie podziękować za pomoc i wsparcie, którym dażyliście mnie każdego dnia. Dziękuję, że pomogliście mi spełnić moje największe marzenie, mogłam stanąć do walki z chorobą i teraz mogę być razem z wami i tak jak wy, mogę cieszyć się kolejnym dniem.
Od pewnego czasu zastanawiam się co powinnam zrobić. Myślę, że nadszedł czas, aby pisanie bloga zostało wstrzymane, oczywiście nadal będę informować o wynikach badań, bądź ważnych wydarzeniach związanych z chorobą.
Mam nadzieje, że ten blog okaże się pomocny dla osób, które zmagają się z chorobą nowotworową. To jest choroba z którą można wygrać. Rak to nie wyrok!
„I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat sprzyja potajemnie Twojemu pragnieniu”
Alchemik, Paulo Coelho
Palmiarnia, Gliwice, 20 listopad 2011
|
|
Komentarzy:
9
|
|
2011-09-01
piątek
|
Paulina Pruska przegrała walkę o życie
Dzisiaj dowiedziałam się, że zmarła znana blogerka Paulina Pruska, która podobnie jak ja, od dwóch lat walczyła z bardzo rzadkim nowotworem odpornym na leczenie. Dwa lata temu, kiedy dowiedziałam się, że jestem chora na raka, Paulina prowadziła już blog opisując swoje zmagania z chorobą. Potrzebowała wtedy 250 000$ na operację w Bostonie, ratującą jej życie. Dzięki ludziom dobrej woli, udało jej się uzbierać całą kwotę. Byłam pod wrażeniem jej siły, odwagi i chęci życia. Dawała mi nadzieje, że z tą chorobą można wygrać... Dzisiaj nie jest to dla mnie już takie oczywiste... Jestem wstrząśnięta....
Żegnaj Paulino...
tvp.info/informacje/ludzie/paulina-pruska-przegrala-walke-z-rakiem/5193587
|
|
Komentarzy:
9
|
|
2011-07-25
poniedziałek
|
Jak się powraca do życia, będąc osobą niepełnosprawną?
Czasami mam wrażenie, że zostałam uwięziona we własnym ciele. Pamiętam, jak na początku choroby musiałam nauczyć się prosić o pomoc. Nauczyć się też pomoc przyjmować. To bardzo trudna lekcja dla kogoś kto zawsze był samodzielny i niezależny.
Zrozumiałam, że muszę wszystko zmienić, żeby funkcjonować. Ale jeśli nawet przystosuje do siebie swój dom to i tak świat zewnętrzny nie jest przystosowany do osób niepełnosprawnych, a tych ludzi jest bardzo dużo. Nikt nie zastanawia się nad niepełnosprawnymi, czym dla nich jest normalne życie. To wielki okrutny, obcy świat pełen progów, krawężników, schodów bez windy i wąskich sklepów.
Czego najbardziej mi dzisiaj brakuje? Bardzo chciałabym kiedyś wrócić do pracy zawodowej, ale wiem, że dla mojego zdrowia jest to zbyt niebezpieczne. Niewiem czy będę mogła kiedyś samodzielnie wyjść z domu, nie wspominając, że nie jestem nawet w stanie sama ubrać sobie butów. Podniesienie czajnika z wodą jest dla mnie dużym wyzwaniem, a przeniesienie herbaty w inne miejsce jest po prostu niemożliwe. Mój kręgosłup jest tak mocno usztywniony, że nie mogę wykonywać praktycznie żadnych ruchów, nie mogę się schylać, obracać, a jeden nieprzemyślany ruch, może mieć bardzo poważne konsekwencje. Dlatego przez całą dobę potrzebuje drugiej osoby, która pomaga mi w prostych, codziennych czynnościach. Każdego ranka, kiedy otwieram oczy, boje się, żeby nie wydarzyło się dzisiaj coś strasznego. Ten strach towarzyszy wszystkim moim bliskim.
Moje życie stało się bardzo ciężkie. Kiedy spotkałam się z ogromnym bólem i cierpieniem, zdystansowałam się od tego, zauważyłam, że umiem żyć pełniej. Siła, którą odnalazłam w sobie, nie przyszła od razu. Potrzeba było czasu żeby ją w sobie zbudować. Czasami trzeba pozwolić sobie na żal i płacz, nie należy trzymać w sobie tak wielkich emocji. Staram się nie myśleć jak wyglądało moje życie przed diagnozą. Jak bardzo choroba je zmieniała i jak wiele mi zabrała. Wyparłam z pamięci momenty kiedy byłam zdrowa, jakbym to nie była ja. Musiałam zaakceptować siebie od nowa, w ogóle poznać, bo nagle inne rzeczy stały się dla mnie ważne. Nagle sama sobie zaimponowałam, że się nie załamałam, że nie rozczulam się nad sobą. |
|
Komentarzy:
6
|
|
2011-04-24
sobota
|
Kochani, życzę Wam wiosennej radości, letniej beztroski,
czekoladowych króliczków,smacznego jajka, mokrego Dyngusa
i by święta i ich rodzinny czas trwał w Waszych domach cały rok :)
 |
|
Komentarzy:
7
|
|
2011-04-11
poniedziałek
|
Chwila zapomnienia, oderwania się od rzeczywistości,
coś jak dłuższy urlop...
Czuję się jakbym wróciła z wakacji. Po raz pierwszy od dwóch lat, pozwoliłam sobie na to, aby przez chwile zapomnieć o swojej chorobie, o tym co mnie spotkało. Potrzebowałam tego czasu, aby wszystko sobie poukładać. Przede wszystkim w całości poświęciłam go sobie i swojej rodzinie.
Choroba uświadomiła mi, że często w natłoku spraw życia codziennego zapominamy, jak ważne jest to aby dbać o nasze wzajemne relacje z bliskimi, pielęgnować je. Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każdego z nas może spotkać tragedia i tylko dzięki pomocy innych osób, łatwiej jest przejść tą drogę. Tylko bardzo bliskie osoby potrafią wziąć na siebie ten ciężar i zmagać się z nim każdego dnia, potrafią widzieć naszą walkę i wspierać nas w niej. Takie zdarzenia uświadamiają nam jak ważne są więzi między nami...
Obecnie jestem na etapie, gdzie staram się stworzyć swój świat od nowa, tak abym potrafiła w nim funkcjonować. Próbuje nie myśleć o tym czego nie mogę, tylko co mogę zrobić. A mogę dużo. Pomimo mojej trudnej sytuacji, umiem być teraz bardziej szczęśliwa na co dzień, bo potrafię docenić drobne rzeczy, których wcześniej nie widziałam wokół siebie.
Kochani, chciałabym abyście się również na chwilę zatrzymali. Nasza codzienność przepełniona jest mnóstwem mało istotnych problemów, które często my sami sobie stwarzamy. Skupmy się na tym co jest naprawdę ważne i pamiętajmy, że zawsze mamy więcej niż nam się zdaje.
|
|
Komentarzy:
8
|
|
2011-01-17
poniedziałek
|
Bolonia
Wróciłam z mojej trzydniowej podróży.
Podróż była dla mnie bardzo męcząca. Mój kręgosłup troszkę się buntował przed wielogodzinnym siedzeniem. Na szczęście już na lotnisku dostałam eskortę dla osoby niepełnosprawnej, dostałam wózek inwalidzki i nie musiałam przemierzać lotniska o własnych siłach. Następnie specjalnym podnośnikiem zostałam przetransportowana do samolotu, ponieważ nie wolno mi chodzić po schodach. Do Bolonii przybyliśmy późnym wieczorem. Poczułam ogromną ulgę, kiedy mogłam się w końcu położyć. Mój kręgosłup był chyba bardzo szczęśliwy z tego powodu.
Następnego dnia czekała mnie wizyta kontrolna u profesora. Po obejrzeniu badań, profesor powiedział, że nic niepokojącego nie widać, a ja poczułam się taka lekka po tej wiadomości, jakby cały ten ciężar, który nosiłam każdego dnia, po prostu zniknął... Oczywiście muszę na siebie bardzo uważać, nie mogę wykonywać samodzielnie nawet najprostszych czynności. Przy balkoniku mam chodzić jak najdłużej, to samo tyczy się gorsetu. Chociaż gorset jest dla mnie wielkim utrapieniem, jest bardzo sztywny, niewygodny i dużo czasu minęło zanim nauczyłam się w nim nomallnie oddychać. Czyli nadal nie będę mogła nawet samodzielnie wstać z łóżka. Ale tak naprawdę to są „drobiazgi”. Jestem bardzo szczęśliwa, bo nie ma nawrotu choroby, a w konstrukcji kręgosłupa nie zaobserwowano niepojących zmian.
Kochani, dziękuję, że pomogliście mi spełnić moje najwieksze marzenie. Mogłam stanąć do walki z chorobą i teraz mogę być razem z wami, i tak jak wy, mogę cieszyć się kolejnym dniem.
|
|
Komentarzy:
18
|
|
2011-01-10
poniedziałek
|
Wizyta kontrolna
No i nadszedł ten dzień. Dzień pakowania, i przygotowywania się do podróży. Jutro lecę na wizytę kontrolną do Instytutu Rizzolli we Włoszech. Na szczęście już w czwartek będę z powrotem. Chociaż gdy leci się w miejsce, gdzie bada się swój obecny stan zdrowia, podroż wydaje się o wiele dłuższa.... Wtedy człowiek zadaje sobie pytanie"jak wiele trzeba przejść, aby być zdrowym"? |
|
Komentarzy:
6
|
|
2010-12-25
sobota
|
Kochani, chciałam Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia,
pięknych, niezapomnianych Świąt Bożego Narodzenia,
które przyniosą radość i wzruszenie,
oraz wzajemną życzliwość i optymizm w nadchodzącym Nowym Roku.
|
|
Komentarzy:
4
|
|
2010-12-21
wtorek
|
W oczekiwaniu na święta
Święta coraz bliżej, a ja powolutku powracam do sprawności. Nadal jestem słaba i szybko się męcze. Muszę dużo wypoczywać. Na razie nie wychodzę również na zewnątrz, jest zbyt mroźno. Ale nawet taka zima za oknem potrafi być naprawdę piękna.
Niestety po raz kolejny nie było mi dane oglądanie ustrojonych ulic, dekoracji świątecznych na wystawach sklepowych, ale jestem pewna, ze już za rok w pełni odczuje atmosfere przygotowań do świąt.
Ostatnie tygodnie przepełnione były ogromną ilością rzeczy które są mocno związane z moją codzienną egzystencją. Chyba nikt zdrowy nie jest w stanie sobie wyobrazić. ile różnych spraw, oraz formalności musi dopilnować osoba chora. I nawet jeśli czasami nie mam już sił, muszę szybko wziąć się w garść i walczyć dalej.
Niedługo dostanę również wyniki najnowszych badań kontrolnych. Boje się bardzo. Te kilka słów zadecyduje czy nadal mogę oddalać się od tej choroby, czy wręcz przeciwnie.
|
|
Komentarzy:
9
|
|
2010-11-02
wtorek
|
Pierwszy spacer po 5 miesiącach
Kilka dni temu po raz pierwszy od pięciu miesięcy wyszłam na spacer.
Tego dnia było bardzo ciepło, czułam się cudownie spacerując osiedlowymi dróżkami. Bardzo się cieszyłam, zwłaszcza, że miałam naprawdę dużo siły, które starczyły na wolny, półgodzinny spacer. Wszystkich zadziwiłam ;))
Obserwowałam ludzi, którzy śpieszyli na przystanek, bądź wracali do domu. Dla nich jest to zwykła codzienność, rzecz nad którą nikt się nie zastanawia. A dla mnie to ogromne osiągnięcie, po wielomiesięcznej walce.
A może bardziej niż radość, czułam żal? Straciłam już tyle miesięcy, od dwóch lat z utęsknieniem czekam na lato, które nie potrafi dla mnie nadejść. A przede wszystkim pragnę, aby wyjście z domu nie było tak wielkim wydarzeniem. Chciałabym aby spacer był czymś zwyczajnym, normalnym.
|
|
Komentarzy:
24
|
|
2010-10-10
niedziela
|
Wróciłam do Was Kochani!
Powrót na blog jest dla mnie bardzo bolesny. Za każdym razem, kiedy tu jestem, wracam do swojej choroby, do myśli i zdarzeń o których bardzo chciałabym zapomnieć. Tu na blogu jestem Adrianą chorą na raka, a ja tak bardzo pragnę być po prostu Adą...
Choroba zmieniła całe moje życie. Po raz drugi przechodzę przez piekło, jakie zgotował mi los. Ta druga walka była chyba cięższa... Zdrowym ludziom, ciężko jest sobie wyobrazić co znaczy leżeć cały czas w łóżku, co to jest prawdziwa bezradność, niemoc. Jak bardzo marzy się, aby chociaż na chwile wstać z łóżka, popatrzeć przez okno i zobaczyć coś więcej niż tylko niebo...
Od czterech miesięcy nie byłam na dworze, ale od niedawna mam więcej siły i mogę dłużej siedzieć i chodzić po mieszkaniu. To jest tylko 50 mkw, ale jest to moja cała życiowa przestrzeń. Nie jestem samodzielna i przez cały czas jest ze mną ktoś z rodziny. Nadal chodzę w plastikowym gorsecie, który trzeba mi zakładać za każdym razem kiedy wstaję. Poruszam się przy balkoniku, ale zawsze towarzyszy mi strach, że coś może mi się stać. Doskonale pamiętam trzask złamanego pręta...
Każdy mój dzień wygląda tak samo, ale teraz czuję, że powoli zaczynam wracać do życia. Czasami trudno przyzwyczaić się do myśli, że wiele zwykłych rzeczy nie potrafię zrobić, nie potrafię nawet zaparzyć herbaty, bo czajnik jest dla mnie za ciężki. Nie umiem podnieść nic z podłogi, bo nie mogę się nawet kilka centymetrów schylić, z tego powodu również wiele miejsc w szafkach, czy na półkach stało się dla mnie niedostępnych. Na szczęście znalazłam na internecie przyrząd o nazwie "chwytak", dzięki któremu w końcu poczułam się choć trochę samodzielna. Może to są tylko okruszki normalnego życia, ale ja właśnie zbieram te wszystkie okruchy, które dają mi szczęście. Czasami czuję się zmęczona ciagłą walką, ale w moim życiu jest również wiele chwil radości i wtedy zapominam o całym bólu, o wszystkich wylanych łzach. Wtedy czuję, że było warto przejść nawet najcięższą drogę, aby dotrzeć do momentu w którym jestem i w którym czuję się szczęsliwa. |
|
Komentarzy:
14
|
|
2010-09-04
sobota
|
Powoli zaczynam chodzić
Witajcie kochani, długo się nie odzywałam, ale spowodowane było to wieloma trudnymi chwilami, które czekały mnie po operacji. Leżałam prawie trzy miesiące w łóżku, w tym miesiąc po operacji. Była to chyba najcięższa rzecz jaka mnie dotychczas spotkała. Leżenie było gorsze niż te wszystkie operacje, niż ból fizyczny... I wiem, że kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo się wtedy cierpi. Co czuje człowiek, który stał się więźniem własnego ciała...
Dopiero od niedawna zaczęłam troszkę więcej chodzić po mieszkaniu i czuję jakbym odżyła. W końcu czuje, że jestem szczęśliwa...
Moja rehabilitacja nie może być zbyt intensywna, dlatego przede mną jest jeszcze wiele miesięcy chodzenia przy balkoniku. Obecnie poruszam się w gorsecie, którego nie jestem w stanie sama nałożyć, a to oznacza, że potrzebuje całodniowej opieki.
Niedługo będę miała robione badanie kontrolne ortopedyczne oraz onkologiczne. Muszę przyznać, że boję się bardziej niż kiedykolwiek. Dlatego staram się skupiać na każdym dniu i nie wybiegać w przyszłość.
Jest ciężko, ale wiem, że nadejdzie dzień w którym z dumą powiem „wygrałam”. |
|
Komentarzy:
18
|
|
2010-08-01
niedziela
|
Operacja
Do instytutu przybyłam 14 lipca. Operacja odbyła się w środę, 21 lipca. Bardzo się bałam, ale jak tylko przewieziono mnie na sale operacyjną cały strach minął. Wiedziałam, że teraz może być tylko lepiej... Operacja trwała 5 godzin, ale dla mojego męża te godziny trwały wieczność... Po operacji czułam się dobrze, porównując samopoczucie do operacji sprzed prawie roku, gdzie przez 8 dni nie miałam siły nawet podnieść ręki. Tego dnia, było bardzo gorąco, temperatura w cieniu wynosiła 46 stopni, dlatego przez cały czas trzeba było mi robić zimne okłady. Każdego dnia, przybywało mi coraz więcej siły, a dobry humor powoli powracał. Niestety okazało się, że będę musiała jeszcze kilka tygodni leżeć, zanim rozpocznę rehabilitację. Obecnie ważne jest by powoli mnie pionizować, mogę jedynie raz na jakiś czas usiąść oraz zrobić kilka kroków w potężnym, plastikowym gorsecie.
Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że po ponad dwóch tygodniach pobytu w szpitalu mogę wrócić do domu. Podróż minęła spokojnie, a radość bycia z bliskimi- bezcenna. Obecnie jestem bardzo pozytywnie nastawiona, wierze, że moja walka z chorobą kiedyś się skończy, a nagrodą będzie moje, upragnione życie.
Chciałam również podziękować wszystkim, którzy odwiedzają mój blog i mocno trzymają za mnie kciuki.
Instytut Ortopedyczny Rizzoli
ostatnie chwile przed operacją po operacji

z pielęgniarką z panią lężącą tuż obok

Rehabilitacja
|
|
Komentarzy:
22
|
|
2010-07-25
niedziela
|
INFORMACJA
W środę odbyła się operacja. Trwała 5 godzin. Z każdym dniem Adriana czuje się coraz lepiej, niestety musi jeszcze kilka tygodni leżeć, zanim ponownie będzie uczyła się chodzić. Prawdopobnie pod koniec tygodnia będzie wracać do Polski. Nie mogę się doczekać kiedy będzie znowu razem z nami. Adriana kazała Was serdecznie pozdrowić.
|
|
Komentarzy:
8
|
|
2010-07-14
środa
|
Jadę do Włoch
Kochani, walizki spakowane i obecnie czekam na karetkę. Przede mną długa droga, jutro rano będę w Instytucie, a na piątek przewidziana jest operacja. Nie będę miała dostępu do internetu, ale postaram się przekazywać wam informacje przez kuzynkę. Trzymajcie kciuki!
|
|
Komentarzy:
10
|
|
|